Maciej je London to zestawienie 11 miejsc ocenionych przez Macieja je podczas kulinarnych wizyt w Londynie. Na szczycie są Bao i Kol z notą 9,5/10, a ranking zamyka The Old Bank of England z oceną 7,0/10.
Poniżej lokale są ułożone od najwyższej oceny do najniższej. Przy remisach kolejność jest umowna. Są tu tajwańskie smaki, degustacyjne menu, brytyjskie śniadania i pasta — a także cytaty, które dobrze oddają wrażenia youtubera.
Tajwańskie Bao zdobyło uznanie za różnorodność, jakość składników i smaki, które wymykają się codziennym skojarzeniom. Maciej je szczególnie polecał świątecznego indyka z żurawiną i solonym żółtkiem. Słodko-wędzony sos i soczyste mięso zrobiły swoje: „żurawinka robi zamieszanie”.
Wysoko ocenione były też ryż ze stekiem dojrzewającym przez 40 dni, grillowany kurczak i kapusta w sosie XO. Ta ostatnia łączyła chrupkość z ostrym, fermentowanym i morskim umami. Wśród propozycji znalazły się także luru fan, Taiwan Sprite Chicken i szaszłyki z kurczaka z żółtym chili.
Kol serwuje meksykańskie fine dining, a degustacyjne menu za 185 GBP było dla Macieja je „zjawiskowe”. Zachwyciły go między innymi tacos z langustynką, mole z jagnięciną i wołowina w sosie na bazie czarnego czosnku i szpiku kostnego.
Nie każdy element menu przypadł mu do gustu: wywar ze świerszczy z chili i truskawkowy deser z kwaśnymi mrówkami określił jako kontrowersyjne. To jednak nie odebrało wizycie wysokiej oceny.
Tutaj liczyły się pubowy klimat, świąteczne dekoracje i paj ze stekiem i piwem za 20 GBP. Według Macieja je był lepszy niż wersja z Mother Mash, choć zarazem droższy. Wyróżnił chrupiące ciasto, świetny zapach i to, że paj zdobył nagrodę paja roku.
Werdykt youtubera był krótki: „must it w Londynie”.
Fallow przekonało Macieja je przede wszystkim jakością. Wśród polecanych dań znalazły się croissant z łososiem, Black Pudding Benedict, chlebek bananowy i chrupiące hash browns z keczupem z orzechów włoskich. Śniadanie kosztowało 100 GBP, a youtuber zwracał uwagę na małe porcje i automatycznie doliczane opłaty.
Podsumował wizytę tak: „Jeśli zależy wam przede wszystkim na jakości jedzenia, zdecydowanie wygrywa Fallow.”
W Brat uwagę przyciągała kuchnia, z której „ogień po prostu bucha”. Najlepiej wypadały dania z ognia: stek i grillowany piotrosz. Maciej je chwalił też przystawki, w tym grillowany por ze straciatellą i krokiety z morszczuka; za faworyta uznał podpłomyk z grzybami.
Wrażenia dopełniały niepowtarzalny wystrój i atmosfera lokalu.
Epelichi to propozycja dla osób, które mają ochotę na ogromne klasyczne English Breakfast. Porcja za 17,4 GBP była według Macieja je na tyle duża, że wystarczyłaby dla dwóch osób. Chwalił między innymi fasolkę, bekon, grillowany pomidor i smażone pieczywo, a kiełbaska nie zrobiła na nim takiego wrażenia.
Najmocniej zapamiętał wiekowy klimat: „Mnie tam kupił klimat jak za dawnych lat.”
W Bubali w centrum są bezmięsne dania kuchni bliskowschodniej. Maciej je chwalił zestaw meze, kremowy humus z palonym masłem i labne z konfitowanym czosnkiem. Wyróżnił też pikantne ogórki z tahini oraz chrupiącego ziemniaka z pastą czosnkową i chili.
Szaszłyki z boczniaków ocenił słabiej, bo sos był jednostajny. Mimo to chciał wrócić do lokalu.
Padella to włoska pasta przygotowywana na miejscu. Maciej je próbował cacio e pepe i wołowego ragù; oba dania mu smakowały. Docenił jakość produktów i możliwość podpatrywania przygotowania makaronów, a niewielki lokal wskazał jako minus.
Jego podsumowanie: „nie zawiodłem się to była fantastyczna włoska pasta na produktach dobrej jakości”.
Na Maltby Street Market można było spróbować różnych kuchni. Maciej je polecał kanapkę ze stekiem i chimichurri oraz michę ze specjałami kuchni etiopskiej. Rynek spodobał mu się jako kameralna alternatywa, choć przewidywał, że może być tłoczno.
Duck and Waffle zrobiło wrażenie widokiem na Londyn i samym wjazdem windą. Danie firmowe — gofr z konfitowaną kaczką, jajkiem sadzonym i syropem klonowym — było smaczne, ale śniadanie kosztowało 55 GBP. Maciej je uznał, że jedzenie było mniej dopracowane niż w Fallow.
Jak podsumował: „Duck and Waffle to wspaniały widok i całe doświadczenie jedzenia wysoko nad Londynem.”
Ranking zamyka brytyjski pub, w którym Maciej je jadł Fish and Chips z dorszem, frytkami, papką z groszku, sosem tatarskim i cytryną. Chwalił chrupiącą panierkę, delikatną rybę i frytki, choć całość była trochę tłusta. Groszek okazał się kontrowersyjny, a miejsce wydało mu się nieco turystyczne.
Mimo tych uwag uznał, że „jedzenie jak najbardziej się broni ja jestem zadowolony”.
W zestawieniu Maciej je London najwyższe noty zdobyły Bao i Kol — za tajwańskie smaki oraz degustacyjne menu. Fallow wyróżnił jakością, a Unnamed Pub i Epelichi klimatem. Na końcu znalazły się Duck and Waffle oraz The Old Bank of England, oba ocenione na 7,0/10, lecz każde zapamiętane z innego powodu.
Bao i Kol — oba otrzymały 9,5/10.
The Old Bank of England, ocenione na 7,0/10.